Piosenka przewodnia.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

[0]. Prolog


 0.Prolog

- Nie mamo! Nie zrobię tego! – krzyczałam i próbowałam odmówić!
- Zrobisz, albo pożałujesz! – ona dalej próbowała mnie do tego zmusić, i uderzyła w policzek.
- Nie! Zostaw mnie! Jesteś walnięta! Ratunku! – wgniotła mnie w łóżko i próbowała zmusić do tego haniebnego czynu!
- Masz go zabić, albo ja zabije Ciebie!
- Puść mnie! Duszę się! – łzy zaczęły mi lecieć z oczu – Nie zabije mojego ojca!
- To się duś, albo nie mam lepszy pomysł. – szarpnęła mnie za ręce i przywiązała do łóżka, ja cała we krwi od ran zadanych nożem, nie śmiertelnych, ale bolesnych.
- Teraz tu zdechniesz z głodu, a Twój ojciec pożegna się z życiem!
- Niee! Nie rób mu nic błagam Cię! – błagałam szlochając, już byłam całkowicie zmęczona, a rany zaczęły mnie piec.
- Haha! I jeszcze jedno, żałuje, że Cię urodziłam.
- Zobaczysz! Resztę, życia spędzisz w więzieniu!
- A ty w piekle – ostatnie jej słowa, wyszła z pokoju zaczynając się śmiać jak oszalała.

Ja Alicja byłam przywiązana do łóżka, cała we krwi swojej, lina była obcierała moje dłonie oraz kostki. Próbowałam się uwolnić zrobić wszystko byle by uciec z tego cholernego i przeklętego miejsca. Nagle światło. Białe, jasne, oślepiające światło, czy to mój koniec? Z sekundy na sekundę mój organizm zaczynał się osłabiać, traciłam przytomność i światło zgasło.

Budzę się, wszędzie ciemność. Przed moimi słabymi podpuchniętymi oczami ukazał się widok zardzewiałych krat. Przypięta metalowym łańcuchem do ściany, nie mogłam się poruszyć. Spojrzałam na dłonie, były poobdzierane. Spojrzałam na swój brzuch… A na nim ogromna plama krwi. Już zaschnięta. Wchodzi ktoś do tej klatki, jakiś mięśniak odpina mnie od tego szarego łańcucha, łapie za nogi, ciągnąc do jakiegoś pomieszczenia, rysując moją twarzą o jakiś twardy i szorstki beton, który zadawał mi więcej bolesnych ran. Próbowałam się szarpnąć, ale bałam się. Łzy mi leciały, ale nie dałam znaku, że płacze. Ten bandzior zaprowadził moją osobę do jakiegoś pokoju, podniósł mnie i rzucił o ziemie. Ja tylko skuliłam się z bólu i spojrzałam do przodu. Mój ojciec, przypięty do jakiejś ściany pokrytej białym tynkiem. Prawie cały rozebrany. Usłyszałam tajemniczy dla mnie głos.

- Przytrzymajcie ją, w razie gdyby chciała uciec ta smarkula. – rozkazał jakiś kobiecy głos, powoli mi zaczynał przypominać głos mojej matki. I to była ona. Dwóch zbirów złapało mnie za ręce i podniosło, kierując mój wzrok na mojego kochanego tatę, który był na ścianie śmierci.
- Ala! Kochanie… - powiedział resztkami sił.
- Co mu zrobiliście!? – zapytałam krztusząc się.
W tedy ukazała się postać mojej mamy, nie nazywałam już jej tak. Ona była wrogiem, złym człowiekiem.
- Teraz tylko popatrzysz na jego śmierć.
- Niee! – krzyknęłam już płacząc.
- Zaklejcie jej mordę. – rozkazała ta bezlitosna cholera. Zbiry właśnie tak zrobili. Podeszła do niego.
- Proszę, proszę, tak to jest jak się zdradza żonę…!
- Nie zdradziłem Cię, Agnieszka sama mnie pocałowała nie miałem na to wpływu, odepchnąłem ją i …
- Nie wciskaj mi tu kitu ty skurwysynie zajebany! Zdradziłeś mnie i za to zapłacisz.
- Dobra! Mogę zginać, ale proszę zostaw moją córkę! Jeżeli już, to chce dla niej zginąć! – bronił mnie tata, który zawsze był obok mnie. Dostawałam dobre lub złe oceny, za dobre wynagradzał w postaci kieszonkowego, a za złe pocieszał. Nawet z moją średnią 3,4 w podstawówce nie gniewał się. Wierzył we mnie, że dojdę na studia pokładał nadzieje, a teraz ma się to skończyć. Śmierć jego bliska. Ona wyciągnęła pistolet z nawet nie wiem z czego, opuściłam głowę, jednak jeden z jej pachołków podniósł mi głowę i kazał patrzeć na śmieć swojego ojca, bo inaczej mnie zabije. Wtem przystawiła pistolet do jego głowy… i wystrzeliła. A ja czułam się jak już umieram… Chcę to skończyć! Nie! Nie chcę tu dalej żyć. Jego krew rozbryzgała po całej ścianie.

Blood, blood, blood…. It’s Cannot be real!
- Tatusiu, nie zostawiaj mnie błagam! Wiesz, że cię kocham! – pomyślałam… A łzy już nawet ochoty nie miały mi płynąc… Tracąc mojego ojca, straciłam siebie. 

- Co mamy z nią zrobić – zapytał jeden pachołek, a ja na niego popatrzyłam, nie widziałam twarzy bo była cała zamaskowana…
- Wywalcie gdzieś do lasu tego śmiecia… - rozkazała. Wspomniałam, że to mój koniec.
- Tak jest. – popatrzyłam się na swojego już martwego ojca, krew zalała jego twarz. Nie widziałam go już…. Przepadł na wieki.  Ale gdzie ja byłam, w jakiejś opuszczonej fabryce, a niedaleko jej znajdował się las. Tych dwóch zbirów wrzuciło mnie na jakieś ostre patyki, w głębi lasu. Zadając mi więcej ran, ale już nie bolesnych… To nie i tak, i tak nie miało sensu. Po chwili się rozpadało, było ciemno, tylko błyskawice rozświetlały to niebo. A ja prawie martwa leże na gałęziach i umieram…
I znowu jasność, oślepiająca. Co się ze mną dzieje, czy już odchodzę z tego okrutnego świata?
Jasność znowu zniknęła… Otwieram oczy, widzę błękit. Niebo, las w którym spędziłam straszną noc. Myślałam, że to wszystko to był tylko sen, ale to była rzeczywistość, mroczna rzeczywistość… Miałam tylko ich… Tylko to rodzinę… Dziadki nie żyją. Popatrzyłam na swoje nogi i ręce… Zaschnięte rany, nie miałam sił aby się podnieś, jednakże spróbowałam… Udało mi się, ledwo. Byłam głodna, spragniona i nikt nie mógł mi nic zaoferować. Wstałam i wyszłam z tego małego dołka, wypełnionego tymi ostrymi patykami. Kulałam na lewą nogę. Idę trzymając się drzew, które ratują mnie od kolejnego upadku. Straszny ból przeszywa moje części ciała. Planeta ziemia, zła ziemia. Wychodzę na drogę, nie ma ratunku. Opustoszała droga, nie ma żywej duszy… Moja chyba jest już martwa.
Przechodzę przez jezdnie, padam na jej środku… Zbliża się jakiś samochód… Ja nie mogę wstać, było mi to już obojętne… Chcę zginać, jak mój ojciec. To się do mnie zbliża, jest już blisko! Widzę już z oddali rejestrację tego samochodu… On naglę przyśpieszył… Widział mnie na pewno, chcę abym zginęła. Czekam minutę, dlaczego wciąż żyje? Odwracam się… Pojazd śmierci zniknął… Moje przywidzenia. Szosa zaczynała się robić coraz cieplejsza… Teraz byłam pewna… Ona jest opuszczona. Wstałam i ruszyłam na jej drugą stronę. Zobaczyłam jakąś opuszczoną chatę, weszłam do niej… Znajdowała się nim siekiera, drewno i zapałki… Orzechy laskowe… Była opuszczona, pewne to było. I wtedy przypomniałam sobie coś co odmieniło mój los, zdecydowałam się żyć dalej. A dokładnie dwie rzeczy przypomniałam.

Pamiętaj, chcę abyś trwała do końca. Chcę, być z Ciebie dumny.”

Gdzieś tam daleko znajduje się dwóch braci, ciocia i wujek… Ostatnia moja rodzina… Tylko, że oni mieszkają od ziemi miliony lat świetlnych.

Wzięłam, te zapałki i rozpaliłam ogień, a siekierki użyłam do rozbijania tych orzechów… Zjadłam wszystkie jakie tam były… Poczułam się nieco lepiej, padłam na te deski ogrzewając się ogniem.

- Przysięgam Ci tato, nie zawiodę Cię. – powiedziałam po cichu… - Muszę się dostać na Akillian, ale to niemożliwe… Ja mam rodzinę, ostatnią nadzieję na przeżycie… Ahito i Thran, moja najbliższa rodzina… Raz w życiu ich widziałam. Nagle jakaś niebieska fala zaczęła wpływać do chaty. Otoczyła mnie i porwała… Coś mnie ogłuszyło… Obudziłam się, było mi bardzo zimno… Wygląd mojej skóry, ciała, włosów, nosa… Wszystko się zmieniło. A każdy koniec mojego ciała… Był pokryty cieniutką czarną linią. Byłam cała w śniegu … 

4 komentarze:

  1. No, no ! Jestem pod ogromnym wrażeniem ! Całkowita zmiana stylu. Może to przez to że i klimat się zmienił... Tak czy siak baaardzo mi się podobało :O
    Zawsze chciałam, żeby Ahito i Thran byli moimi braćmi lub przynajmniej jakąś rodziną. Wtedy mówiliby na mnie "siostrzyczko" lub "kuzyneczko" :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko, wszystko inne..
    Niesamowite..

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no... Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się po Tobie tak drastycznej zmiany stylu. Nie mówię, że mi się nie podoba - lubię takie klimaty. I Mrocznych Sukinsynów też lubię.
    Czekam na ciąg dalszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O ja ale zmaiana stylu ... Jestem pod wrażeniem i czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń